DOWODY ZMARTWYCHWSTANIA

„Nowożytna wiedza pozwoliła także wypowiedzieć się naukowcom odnośnie innych relikwii Męki Pańskiej takich jak chusta z Oviedo, suknia z Trewiru, chusta z Manoppello czy tunika z Argenteuil. Chusty z Oviedo i Manopello to dwa płótna, na których zachował się wizerunek Chrystusa, mające jednak różne pochodzenie. Ta z Oviedo to tzw. sudarion, którym owinięto głowę Zbawiciela bezpośrednio po śmierci, gdy wisiał jeszcze na Krzyżu. Natomiast ta z Manopello ma być Chustą św. Weroniki, czyli tą, którą ta odważna kobieta otarła twarz Chrystusowi podczas Drogi Krzyżowej. Zaskakujące, że gdy dzięki współczesnej technologii komputerowej zestawimy oba obrazy z tym znanym z Całunu, okazuje się, że pokrywają się i należą do tego samego mężczyzny. Badania nad Sudarionem z Oviedo rozpoczęto już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i prowadzili je specjaliści z takich dziedzin jak hematologia, palinologia (nauka o budowie ziaren pyłku i zarodników roślin) czy matematyka. Relikwia cudem ocalała, gdy w 1934 lewicowi terroryści chcieli wysadzić kryptę św. Leokadii w katedrze. W 1942 r. restaurację miejsca nadzorował sam generał Franco.

Potwierdzenia, że Sudarion może być chustą pośmiertną Jezusa szukał już w latach 60. włoski syndolog ks. Giulio Ricci. W kolejnych latach palinolodzy doszli do podobnych wniosków, co ich koledzy podczas badań w Turynie, z tym, że potrafili już określić nawet datę kwitnienia niektórych zarodników, która zbiegała się z czasem Paschy.  Następnie analizy kryminalistyczne potwierdziły tożsamość Chrystusa. Hematologowie zaś ustalili prawdopodobną przyczynę zgonu – śmierć przez uduszenie w wyniku ukrzyżowania.Z kolei fakt, że Chusta z Manoppello może być tą znaną z kart Ewangelii, dowiedziono dopiero trzy dekady temu. Zawdzięczamy to siostrze Blandynie, niemieckiej trapistce, która zauważyła podobieństwo wizerunku z podobizną znaną z Całunu. Syndolodzy potwierdzili te przypuszczenia.                                                                       

Niezwykłe losy ma za sobą Suknia z Trewiru w  Niemczech. Suknia miała być tuniką należącą do Chrystusa. Fakt, że znajduje się ona w kraju protestanckim doprowadzał do wściekłości Lutra, który wyzywał tamtejszy kler od sług szatana i oszustów. Trewirska tunika ma być szatą tkaną w jednym kawałku, bez szwów, co jest charakterystyczne wyłącznie dla jednego regionu w Izraelu – Galilei. Już w 1810 r. obejrzało ją 230 tys. pielgrzymów, a w 1891 r. około dwa miliony. Międzyczasie musiała zostać poddana gruntownej rekonstrukcji, zanim wystawiono ją na widok publiczny. Szwajcarka dr Mechthild Flury-Lemberg, która w latach 70. ubiegłego wieku badała tkaninę i stwierdziła, że jest ona charakterystyczna dla okresu imperium rzymskiego. Część naukowców kwestionuje jednak, aby należała ona do Chrystusa. Dlatego nie mając pewności hierarchia kościelna uznaje ją za „relikwię dotykową drugiego stopnia”, nie będącą jednak odzieniem Zbawiciela.        Prawdopodobna jest za to autentyczność tuniki z podparyskiego Argenteuil. Zachowane we fragmentach płótno ma być tym, o które losy rzucali kaci Chrystusa. Według tradycji rzymscy żołnierze mieli sprzedać szatę apostołom. Relikwia trafiła do Francji w IX w. za sprawą cesarza Karola Wielkiego. Cudem uniknęła dewastacji, gdy francuscy rewolucjoniści palili kościoły i niszczyli przedmioty kultu. Pod koniec XIX w. obiekt przeszedł gruntowne prace konserwatorskie. Zszyto go w całość z mniejszych zachowanych fragmentów. Poddana badaniom, rzeczywiście nie posiadała ani jednego szwu. O starożytnym pochodzeniu tkaniny świadczyły użyte barwniki. W latach 90. ubiegłego stulecia przeprowadzono dalsze badania optyczne. Potwierdzono ich zbieżność z odkryciami z Całunu. Plamy krwi okazały się tożsame zarówno ze względu na ich umiejscowienia, ja i grupę krwi. To drugie odkrycie potwierdzili wybitni genetycy.                                           

Znak zmartwychwstania  

Wśród innych relikwii związanych z Męką Chrystusa są m.in. kolumna biczowania umiejscowiona w rzymskiej Bazylice św. Praksedy czy korona cierniowa z katedry Norte Dame w Paryżu. W Bazylice św. Piotra znajduje się ponadto Włócznia Longinusa, którą rzymski żołnierz miał ugodzić w bok konającego Zbawiciela. Przybywający do Jerozolimy mogą także od niedawna podziwiać kamienny pierścień na skale Golgoty, który mógł przytrzymywać Święty Krzyż. Ale co ze zmartwychwstaniem, czy jedynym dowodem w sprawie ma być pusty grób? Sceptykom dają odpowiedź znów badacze Całunu Turyńskiego. Potwierdzili ono „tajemnicze zniknięcie ciała”, które było oplecione płótnami. Badacze oznajmili, że musiało nastąpić ogromnej siły nieznane dotąd promieniowanie, które spowodowało, że „nowe ciało” przeniknęło przez tkaninę nie naruszając jej pierwotnej struktury. Owa niezwykła erupcja energii o natężeniu dziesięć do potęgi szesnastej elektronów na centymetr kwadratowy, spowodowała, że na materii odbił się znany nam obraz o niespotykanie grubej głębokości zabarwienia, którą mógłby współcześnie wytworzyć jedynie laser ultrafioletowy. Współcześnie nikt przecież nie jest w stanie przeprowadzić podobnego eksperymentu. Czyżby nauka ostatecznie udowodniła, że taki cud może uczynić tylko Bóg?”.